środa, 28 maja 2014

EY Sprawne Państwo: NFZ potrzebuje nowego pomysłu. KOZ pomoże lepiej wydawać pieniądze na zdrowie?

Narodowy Fundusz Zdrowia potrzebuje nowego pomysłu na zarządzanie pieniędzmi obywateli. Zwłaszcza, że nasze społeczeństwo się starzeje, co zwiększa popyt na usługi zdrowotne. Między 2010 a 2035 rokiem, procentowy udział osób powyżej 60/65 roku życia w strukturze populacji znacząco wzrośnie (z 16,8% do 26,7%), tymczasem już dziś mamy problem z gigantycznymi kolejkami do lekarzy specjalistów i wydajnością systemu ochrony zdrowia. Specjalne rozwiązania z zakresu Koordynowanej Opieki Zdrowotnej mogą pomóc NFZ w usprawnieniu zarządzania opieką nad pacjentami. Kluczowe jest zapewnienie ciągłości leczenia skuteczny nadzór nad jakością oraz takie wydawanie pieniędzy na zdrowie, by płacąc tyle samo, leczyć więcej ludzi. 

Wprowadzenie Koordynowanej Opieki Zdrowotnej to rozwiązanie stosowane z powodzeniem w wielu krajach. Sposób działania KOZ i doświadczenia z nim związane  opisują autorzy raportu „Koordynowana Opieka Zdrowotna. Doświadczenia międzynarodowe. Propozycje dla Polski”, Dr Katarzyna Kowalska i Witold Paweł Kalbarczyk – eksperci ds. rynku ochrony zdrowia. Raport zaprezentowano po raz pierwszy podczas Forum Ochrony Zdrowia na Forum Ekonomicznym w Krynicy.  Eksperci rekomendują wprowadzenie elementów systemu KOZ w Polsce.

KOZ, czyli świadome zarządzanie zdrowiem 

Z Koordynowaną Opieką Zdrowotną mamy do czynienia wtedy, gdy na rynku usług medycznych działają sieci współpracujących ze sobą dostawców usług (przychodnie, szpitale), a dostępem do tych sieci zarządzają „koordynatorzy” procesu leczenia. W zależności od rynku i uwarunkowań kulturowych mogą to być lekarze pierwszego kontaktu specjalnie motywowani do koordynacji leczenia (wzorzec brytyjski) bądź  instytucje ubezpieczeniowo-medyczne   powołane do tego celu (wzorzec amerykański). Bez względu na rozwiązanie systemowe i formę działania koordynatora, przejmuje on odpowiedzialność finansową (rozdysponowuje fundusze) i organizacyjną za zapewnienie pacjentom dostępu do usług medycznych. Koordynuje opiekę nad pacjentami, zapewnia ciągłość leczenia i nadzór nad jego jakością itd. Krótko mówiąc celem Koordynatorów Opieki Zdrowotnej jest zarządzanie procesem leczenia – od finansowania, aż po kontrolę jakości.

Lekarz (POZ) = Koordynator?

Wprowadzenie w Polsce elementów systemu Koordynowanej Opieki Zdrowotnej mogłoby się odbyć za pomocą zmiany sposobu wynagradzania lekarzy opieki podstawowej. W systemie bazującym na KOZ lekarz pierwszego kontaktu byłby wynagradzany za to, jak skutecznie wpływa na  zachowania prozdrowotne  oraz za to  jaki efekt zdrowotny osiągnie mając do dyspozycji dane zasoby. Tymczasem dziś lekarze Podstawowej Opieki Zdrowotnej wynagradzani są za… liczbę pacjentów, którzy się do nich zapisali. 

- W systemie funkcjonującym dziś w Polsce im rzadziej lekarz pierwszego kontaktu widzi swojego pacjenta, tym – z finansowego punktu widzenia - lepiej dla tego lekarza. W systemie opartym na KOZ lekarz motywowany byłby za to co udało mu się osiągnąć w procesie leczenia pacjenta, a nie za to ilu pacjentów się do niego zapisało. Rozliczany byłby ze skuteczności koordynacji procesu leczenia (czyli zarzadzania) i z efektów samego leczenia  – tłumaczy Łukasz Zalicki, Partner w firmie doradczej EY i ekspert ds. rynku zdrowia.

 „Dwa es”

Ważnym elementem KOZ były i są nadal techniki zarządzania kosztami medycznymi – czyli coś co praktycznie nie istnieje w polskim systemie. Techniki te sprowadzają się do stosowania 2 zasad KOZ – stosowności i substytucji.

Stosowność oznacza dostosowywanie opieki do problemów zdrowotnych pacjenta . W Polsce w wyniku braku odpowiednich bodźców lekarze Podstawowej Opieki Zdrowotnej często zupełnie niepotrzebnie wysyłają swoich pacjentów na wizytę do specjalisty, bądź też pacjent w ogóle pomija lekarza opieki podstawowej i kieruje się prosto do specjalisty. W efekcie prowadzi to do marnotrawienia pieniędzy i gigantycznych kolejek u lekarzy specjalistów.

– Obecnie w Polsce wielu pacjentów zupełnie niepotrzebnie kierowanych jest do szpitali, podczas  gdy to właśnie hospitalizacja jest najdroższą formą leczenia. Cierpi na tym cały system, a w efekcie także sami pacjenci, dla których często wcale nie jest to najlepszym rozwiązaniem. Lekarz pierwszego kontaktu powinien być finansowo zmotywowany do tego, by traktować wysłanie pacjenta do szpitala jako ostateczność – mówi Łukasz Zalicki.

Doświadczenia wielu krajów pokazują, że nawet 90% potrzeb zdrowotnych populacji może zaspokoić Podstawowa Opieka Zdrowotna – czyli lekarze rodzinni i ambulatorium. W systemie KOZ opieka podstawowa jest absolutnym fundamentem. To właśnie ten element systemu jest odpowiedzialny za dostosowanie formy leczenia do tego co tak naprawdę dolega pacjentowi. Tak wygląda reguła stosowności w praktyce.

Natomiast substytucja to poszukiwanie tańszych i równie skutecznych metod leczenia, w tym prowadzenie działań profilaktycznych na szeroką skalę, organizacja hoteli przyszpitalnych, wykorzystywanie efektów skali przy zakupie leków itd. W systemie KOZ celem nie jest trzymanie pacjenta w szpitalu przez jak najdłuższy czas – wręcz przeciwnie – wypuszczenie go do domu tak szybko, jak tylko będzie to uzasadnione medycznie. Czas pobytu w szpitalu (im krótszy tym lepiej) stanowi często jeden ze wskaźników oceny jakości placówki.  

- Wiadomo jednak, że nie każdego pacjenta da się wyleczyć nie kładąc go do szpitala. Dlatego też w systemach KOZ powstała konieczność lepszego prowadzenia procesu leczenia szczególnie trudnych przypadków, w tym np. chorych z wieloma współistniejącymi chorobami. W ten sposób rozwinęła się dyscyplina zarządzania opieką medyczną zwana „disease management”. Na jej potrzeby powstały specjalne standardy postępowania oraz systemy IT. Wspierają one proces wyszukiwania i prowadzenia leczenia pacjentów, którzy wymagają specjalnego, wielowątkowego traktowania i wspomagania w procesie leczenia – tłumaczy Łukasz Zalicki.

KOZ w Polsce?

Mimo, że Koordynowana Opieka Zdrowotna „narodziła się” w USA, elementy tego systemu wykorzystywane są dziś np. w Wielkiej Brytanii, Niemczech (autorzy raportu EY Sprawne Państwo opisują je w swojej publikacji), Australii, Nowej Zelandii, a nawet w Rosji i na Węgrzech. Również w Polsce, na początku tego wieku, 2 kasy chorych wprowadziły rozwiązania pilotażowe wzorowane na KOZ. Odważyły się na to Zachodniopomorska i Łódzka Regionalna Kasa Chorych. Piloty wypadły dość obiecująco, ale dalsze prace wdrożeniowe zatrzymała kolejna reforma służby zdrowia.
Doświadczenia krajów stosujących system KOZ pokazują, że może być on wydajny. Najnowsze badania potwierdzają, że głównym źródłem oszczędności wynikających z powstania KOZ jest zmniejszenie skłonności lekarzy do zalecania usług szpitalnych, które stanowią najdroższą z dostępnych form opieki. W zamian poszukuje się tańszych, alternatywnych form leczenia. Drugie źródło oszczędności wynika z możliwości kontraktowania dużych pakietów usług i uzyskiwania w ten sposób korzystnych upustów cenowych.

- Trzeba ponownie rozważyć w Polsce wprowadzenie pewnych rozwiązań KOZ. Nie muszą to być kalki rozwiązań z innych krajów. Koordynowana Opieka Zdrowotna to system, w którym troska o jakość usług medycznych jest na pierwszym miejscu. W Polsce dyskusja o systemie ochrony zdrowia bardzo często sprowadza się do tego czy kasy chorych były lepsze od NFZ. To jest dyskusja o tym jak wygląda płatnik, a nie o jakości ochrony zdrowia obywateli i wydolności systemu. Dlatego powinniśmy wziąć z systemu KOZ to co najlepsze i dostosować do polskich realiów – konkluduje Łukasz Zalicki z EY.

O raporcie „Koordynowana Opieka Zdrowotna. Doświadczenia międzynarodowe. Propozycje dla Polski”
Raport „Koordynowana Opieka Zdrowotna. Doświadczenia międzynarodowe. Propozycje dla Polski”,” w ramach programu EY Sprawne Państwo przygotowali:
  • Dr Katarzyna Kowalska - adiunkt na Wydziale Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim
  • lek. med. Witold Paweł Kalbarczyk - ekspert rynku ochrony zdrowia

Raport: jak w innych krajach poprawiają opiekę onkologiczną

W raporcie przygotowanym przez firmę analityczną EY na zlecenie Fundacji Onkologia 2025 przedstawiono m.in. zasady funkcjonowania systemów opieki onkologicznej w wybranych krajach, w tym mechanizmy, które wspierają dostępność i efektywność leczenia. 

Zleceniodawcy i twórcy raportu "System opieki onkologicznej w wybranych krajach'' uważają, że wyniki analizy oraz wnioski z tego dokumentu mogą stanowić merytoryczne wsparcie dla toczącej się obecnie debaty na temat przyszłości opieki onkologicznej w Polsce, a także dla prac nad nowym Narodowym Planem Zwalczania Chorób Nowotworowych.

Po pierwsze strategia

Jak wyjaśnia Łukasz Zalicki, partner w EY i ekspert ochrony zdrowia, raport opiera się na analizie systemów opieki onkologicznej w pięciu krajach, w tym dwóch o zbliżonym do Polski udziale płatnika publicznego - Norwegii i Wielkiej Brytanii - oraz dwóch krajach o większym udziale płatników prywatnych - Francji i Czech. Piątym krajem są Stany Zjednoczone, gdyż działający tam system leczenia onkologicznego jest często wskazywany jako pozytywny przykład.

- W każdym z tych krajów występuje pewna forma strategii leczenia onkologicznego. W każdej ze strategii zapisane są cele związane z profilaktyką, edukacją, koordynacją pacjenta w leczeniu onkologicznym i opiece paliatywnej, ale również koncentracji wysiłków na badaniach poszukujących nowych sposobów leczenia nowotworów - mówi Łukasz Zalicki. 

W każdym z krajów analizowanych w raporcie działają instytucje - niezależne i nie świadczące bezpośrednio usług medycznych - które odpowiadają za certyfikację świadczeniodawców oraz koordynujące system opieki onkologicznej. 

- Systemy muszą sprostać zadaniu dostarczenia wysokiej jakości świadczeń przy jednoczesnym efektywnym wykorzystaniu ograniczonych środków finansowych przeznaczonych na leczenie. Nie tylko w wymienionych krajach, ale na całym świecie w sektorze ochrony zdrowia szuka się większej efektywności, czyli jak najlepszej relacji między wydanymi środkami a wynikami leczenia - zaznacza ekspert. 

Efektywność leczenia
 
W analizowanych krajach europejskich stworzono wiele mechanizmów, które mają na celu poprawę efektywności leczenia. Raport wymienia m.in: 

• optymalizację kosztów leczenia poprzez częściowe zastąpienie leczenia szpitalnego opieką ambulatoryjną, dzienną i domową (udział leczenia szpitalnego w wydatkach na opiekę onkologiczną w Norwegii i Anglii to odpowiednio: 59 proc. i 58 proc.);
• działanie wyspecjalizowanych centrów onkologicznych, które w zależności od kraju, zajmują się prowadzeniem badań naukowych i klinicznych, leczeniem nowotworów rzadkich lub stosowaniem najdroższych technologii terapeutycznych - przy czym w żadnym kraju nie występuje zróżnicowanie stawki za usługę w zależności od poziomu referencyjności świadczeniodawcy (Francja, Anglia, Czechy i Norwegia);
funkcjonowanie multidyscyplinarnych zespołów specjalistów działających w ramach jednego podmiotu lub sieci świadczeniodawców - zespoły te składają się z radioterapeutów, chemioterapeutów, chirurgów onkologów, jak również lekarzy diagnostów - radiologów i patologów (Francja, Anglia i Norwegia);
• wprowadzenie skoordynowanej ścieżki pacjenta onkologicznego, uwzględniającej współpracę wszystkich elementów: od profilaktyki poprzez diagnostykę i leczenie, aż po opiekę po zakończeniu leczenia (Anglia);
• powołanie koordynatorów (key workerów), będących osobami kontaktowymi dla pacjentów onkologicznych i prowadzących ich w procesie leczenia (Francja, Anglia i Norwegia). 

Nowe modele płatności
 
Obecnie w Stanach Zjednoczonych pracuje się nad wprowadzeniem nowych modeli płatności za opiekę onkologiczną, m.in.: 

• płatność łączona - za cały etap leczenia składający się z pakietu świadczeń udzielanych przez różnych świadczeniodawców;
• płatność za koordynację - za działania koordynujące, integrujące opiekę pomiędzy świadczeniodawcami, by pacjent nie błądził w systemie;
• płatność za efekt - uzależniona od określonych wskaźników.

Jak podał ekspert, warto zauważyć, że w niektórych krajach działają systemy płacenia uzależnione od spełnienia ustalonych kryteriów jakościowych. 

W Anglii monitorowana jest jakość usług, szczególnie czas oczekiwania na poszczególne świadczenia. Ośrodki niespełniające standardów muszą wprowadzić środki naprawcze, żeby nie stracić finansowania płatnika. W Czechach ustawowo określone są okresy oczekiwania, np. 3 tygodnie na tomografię komputerową; w Norwegii krajowe wytyczne zakładają, że leczenie 80 proc. pacjentów rozpocznie się w ciągu maks. 20 dni od otrzymania przez nich skierowania. 

Czas na wagę życia
 
Łukasz Zalicki wskazuje, jak ważnym elementem są rozwinięte systemy informacji medycznej umożliwiające analizę i ocenę przebiegu oraz wyników leczenia poszczególnych pacjentów.
- Poprzez statystykę można analizować to, co dzieje się w systemie, jakie terapie są najskuteczniejsze, jakie ścieżki pacjenta są najwłaściwsze i dają najlepsze efekty, którzy świadczeniodawcy mają najlepsze efekty zdrowotne - wylicza. 

Systemy transparentnego zbierania informacji i raportowania, jakie są w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Norwegii to cenne narzędzia dla koordynatorów opieki onkologicznej i ośrodków wyznaczających standardy, ale również źródło motywacji do coraz lepszej jakości świadczeń i uzyskiwania efektów zdrowotnych dla pacjentów.

Dla przykładu: innowacyjność angielskiego systemu National Cancer Inteligence Network polega na połączeniu danych o ambulatoryjnych i szpitalnych świadczeniach medycznych oraz rejestru onkologicznego, którego kompletność szacowana jest na 98 proc. Natomiast amerykańska National Cancer Database jest w posiadaniu danych o 70 proc. zdiagnozowanych przypadków zachorowań na raka. 

Element, która powiela się w Wielkiej Brytanii, Norwegii i Czechach to limity czasowe świadczeń. Występują one w tych krajach w różnych wymiarach, ale wszędzie nakładają na świadczeniodawców maksymalne okresy - od wizyty u lekarza rodzinnego do diagnostyki, od diagnostyki do rozpoczęcia leczenia itd. 

- Istnieje również limit czasu dojazdu. Dotyczy dostępności geograficznej świadczeń. W Wielkiej Brytanii wprowadzono limit 45 minut dojazdu do ośrodka prowadzącego radioterapię. Natomiast w Norwegii, kraju o niskiej gęstości zaludnienia, zastosowanie takiego limitu byłoby trudne - stwierdza Łukasz Zalicki.

Optymalizacja wydatków
 
Kolejne kwestia zawarta w raporcie to poszukiwanie efektywności i zastosowanie takich modeli, które zapewniają dobre wyniki leczenia, ale jednocześnie optymalizują wydatki. 

- Polska w takim ujęciu wypada słabo. Wskaźnik udziału w leczeniu onkologicznym w szpitalach jest na poziomie 85 proc., podczas gdy w Norwegii i Wielkiej Brytanii - niecałe 60 proc., co oznacza, że znacznie więcej procedur jest w tych krajach realizowanych w trybie ambulatoryjnym - mówił partner EY.

Dodał: - Jeśli pacjent mieszka w znacznej odległości do ośrodka, trzeba zapewnić usługę hotelową, ale każdy hotel w mieście jest tańszy niż łóżko w szpitalu. Dobrze rozwinięty sektor opieki ambulatoryjnej jest warunkiem koniecznym dla osiągnięcia wyższej efektywności kosztowej leczenia.

Politykę częściowej substytucji hospitalizacji onkologicznych tańszymi formami opieki - np. opieką ambulatoryjną, dzienną i domową - od lat z powodzeniem stosuje m.in. Norwegia.

POBIERZ RAPORT >

Raport „System opieki onkologicznej w wybranych krajach" zaprezentowano podczas sesji poświęconej onkologii w trakcie Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 7-9 maja 2014 r.). rynekzdrowia.pl


wtorek, 20 maja 2014

Polskie spółki medyczne podpisują kontrakty z zagranicznymi kasami chorych

Prywatne spółki szukają przychodów poza kontraktami z Narodowym Funduszem Zdrowia. Podpisują umowy z zagranicznymi kasami chorych.

Scanmed Multimedis z roku na rok podwaja udział turystyki medycznej w przychodach grupy. W 2012 r. wyniósł 2,2 proc., w 2013 r. 4,5 proc. Firma liczy, że w tym roku przychody od klientów zagranicznych mogą wzrosnąć do ok. 10 proc. Łączne przychody mają wzrosnąć w tym roku o 27 proc., do 115 mln zł. – Rynkami, na których się koncentrujemy, są Europa Zachodnia, Europa Wschodnia, Afryka Północna czy Bliski Wschód – mówi Joanna Szyman, prezes spółki.

O klientów z zagranicy zabiegają też EMC Instytut Medyczny czy Medicover, który w usługach dla tej grupy pacjentów nacisk kładzie m.in. na zabiegi w pełnoprofilowym warszawskim szpitalu i usługi w klinikach leczenia niepłodności. Zagranicznych klientów stara się pozyskiwać też szpital Lux Med, choć na razie nie stanowią oni znaczącej grupy.

Na razie turystyka medyczna w Polsce opiera się głównie na zabiegach z zakresu medycyny estetycznej, chirurgii plastycznej czy stomatologii. Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych, przyznaje, że spółki coraz chętniej zaglądają na inne rynki. Chcą w ten sposób zbudować nowe źródło przychodów, niezależne od kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia, który z roku na rok może zrezygnować z umowy. Jak istotne są dla branży kontrakty z NFZ, wskazują m.in. dane firmy PMR, według których średnio w szpitalach niepublicznych ok. 85 proc. przychodów generowanych jest przez kontrakty z narodowym płatnikiem, a w połowie szpitali jest to więcej niż 92 proc.

Z szacunków Polskiego Stowarzyszenia Turystyki Medycznej wynika, że obecnie rynek usług dla cudzoziemców w Polsce jest wart ok. 1 mld zł rocznie. Jeżeli chodzi o liczbę pacjentów, to – z uwzględnieniem usług uzdrowiskowych – szacunki wskazują na 400 tys. Z czego na turystykę medyczną przypada 120 tys.

– W rejonach przygranicznych często usługi te finansowane są na mocy umów z zagranicznymi kasami chorych, głównie niemieckimi. Są też klienci z zachodniej Europy, którzy płacą za zabiegi z własnej kieszeni, po czym zwracają się o zwrot do ubezpieczycieli. Jednak 95 proc. płaci samodzielnie – informuje Artur Gosk, prezes PSTM.

Między innymi na kontraktach z ubezpieczycielami bazuje Scanmed Multimedis. Współpracę z zagranicznymi kontrahentami chce też rozwijać Medicover. – W ramach projektu współfinansowanego przez Unię Europejską, którego jesteśmy beneficjentem, w 2014 r. planujemy uczestniczyć w kilku misjach gospodarczych, m.in. już w kwietniu przedstawiciele szpitala Medicover będą w Niemczech, by rozmawiać z tamtejszymi przedstawicielami kas chorych. Planujemy też spotkania w Danii, Norwegii, Szwecji i Wielkiej Brytanii – mówi Marzena Smolińska, rzecznik Medicoveru. Na razie w spółce przeważają pacjenci, którzy sami finansują usługi. Tylko część gości ze Szwecji, ok. 20 proc., przy określonych zabiegach otrzymuje refundację.

Przedstawiciele branży podkreślają jednak, że starania o zagranicznych klientów nie są łatwe, szczególnie przy bardziej skomplikowanych usługach szpitalnych. Brakuje u nas placówek oferujących kompleksową obsługę, a tego wymagają m.in. klienci z krajów bardziej rozwiniętych. Tymczasem prywatne spółki nie chcą ryzykować inwestycji w drogie wyposażenia, bo boją się utraty kontraktu z NFZ.

Na dodatek turystykę medyczną bardzo mocno rozwijają inne kraje w regionie, i to przy dużym wsparciu państwa. Wiele prywatnych, wielofunkcyjnych i kompleksowych szpitali działa w Turcji, gdzie rząd inwestował w kształcenie lekarzy za granicą i promocję.

– W tym samym kierunku idzie Bułgaria. U nas promocja usług medycznych leży niemal w całości na barkach prywatnych podmiotów – wskazuje Andrzej Sokołowski. Dodaje, że ściągnięcie klientów z zagranicy na bardziej skomplikowane zabiegi wymaga ścisłej współpracy z placówkami zagranicznymi i wymiany pracowników. To, że na budowanie pozycji w segmencie turystyki medycznej potrzeba czasu, potwierdza m.in. szefowa Scanmed Multimedis, którego szpital jest np. ośrodkiem szkoleniowym w zakresie technik operacyjnych w ortopedii i traumatologii oraz neurochirurgii dla lekarzy z innych europejskich ośrodków. – To sprzyja wymianie wiedzy i informacji o naszej placówce w Europie – wskazuje Joanna Szyman. W 2012 r. podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej firma obejmowała dodatkowo opieką medyczną reprezentacje Anglii, Holandii, Włoch oraz pracowników UEFA.

Andrzej Sokołowski wskazuje, że z powodu barier, jakie wiążą się z pozyskaniem pacjentów m.in. z zachodniej Europy, wiele podmiotów zaczyna coraz uważniej przyglądać się rynkom za naszą wschodnią granicą – Rosji, Ukrainie i Białorusi, gdzie publiczna opieka zdrowotna jest w jeszcze gorszym stanie niż w Polsce.

 
Małgorzata Kwiatkowska
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Prywatne spółki szukają przychodów poza kontraktami z Narodowym Funduszem Zdrowia. Podpisują umowy z zagranicznymi kasami chorych.
Prywatne spółki szukają przychodów poza kontraktami z Narodowym Funduszem Zdrowia. Podpisują umowy z zagranicznymi kasami chorych.

Co wpływa na wyceny spółek z branży medycznej

Patrząc na duże ruchy cenowe kursów akcji spółek medycznych wiele osób zadaje sobie pytanie: co wpływa na ich wycenę? Przypomnijmy, że akcje np. Enelmedu w niewiele ponad rok urosły z 5 zł do okolic 12 zł, EMC Instytutu Medycznego z 8 zł do 18 zł, a Voxela spadły z 19 zł do 12 zł. We wszystkich przypadkach kierowanie się wynikami netto np. poprzez wskaźnik C/Z jest niezasadne, ze względu na perspektywiczność branży. To ona jest głównym driverem i mianownikiem wycen spółek z branży medycznej. Oczywiście pod każdą ze spółek kryją się dodatkowe aspekty kreujące cenę akcji. Jak to wygląda na przykładzie spółki Voxel, o której w czerwcu ubiegłego roku pisaliśmy raport analityczny?

Diagnostyka raka podstawą działalności spółki Voxel

Otóż głównym generatorem zysków w tej spółce miały być w pełni działające urządzenia PET-TK (diagnostyka raka), produkcja radioznaczników FDG (wykorzystywanych przy badaniu PET-TK) oraz urządzenie Gamma Knife (bezinwazyjne usuwanie komórek rakowych z mózgu i głowy). Na tej podstawie spółka prognozowała osiągnięcie w 2013 r. zysku operacyjnego w kwocie 22 mln zł, a EBITDA 33 mln zł. Prognoz nie udało się dowieźć ze względu na opóźnienia w pełnym uruchomieniu poszczególnych projektów z różnych przyczyn oraz słabość wyników zależnej spółki Alteris. Podstawowym problemem, z którym Voxel zmaga się do dzisiaj jest uzyskanie kontraktów z NFZ na dany rodzaj usługi. Dlaczego tak się dzieje to już temat na inny artykuł. Brak podpisania kontraktów obowiązujących w kolejnych kwartałach 2014 r. będzie skutkował praktycznie brakiem funkcjonowania nowo zrealizowanych inwestycji przy jednoczesnym generowaniu kosztów w wynikach finansowych (np. amortyzacji). Na konferencji wynikowej członek zarządu spółki odpowiedzialny za finanse w czarnym scenariuszu zakładającym brak kontraktów z NFZ na 3 nowe PET-y i Gamma Knife określił wynik netto za obecny rok na poziomie 2013 r. z lekkim plusem. Przypomnijmy, że zysk netto za 2013 r. wyniósł 3 mln zł, co daje wskaźnik C/Z na poziomie 43 przy cenie za akcje 12,4 zł. Od razu powstaje pytanie: dlaczego zarząd i fundusze inwestycyjne obejmowały kolejne emisje akcji po cenach w okolicach 19 zł? Gdzie tkwi potencjał wyceny spółki?

Kluczowe także rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa

Voxel posiada też jedną z największych sieci w kraju pod względem placówek pracowni rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej. Na konferencji wynikowej wiceprezes Voxela Dariusz Pietras oznajmił, że spółka podpisała umowę o dostarczaniu usług rezonansu i tomografii komputerowej dla grupy Luxmed. Choć wartość kontraktu nie powala na kolana na tle chociażby umów z NFZ, to pokazuje ważniejszy fakt. Chodzi o rozpoczęcie współpracy operacyjnej między Voxelem a jedną z największych sieci placówek medycznych. Jak można zaobserwować w branży prywatnej opieki medycznej rynek się konsoliduje. Coraz więcej osób zmuszonych jest do korzystania z prywatnych usług. Takie sieci jak Lux Med czy Medicover nie posiadają w dużych ilościach drogiego sprzętu diagnostycznego, gdyż koncentrują wydatki inwestycyjne na rozbudowie zasięgu i stricte usług konsultacji lekarskich. W zakresie diagnostyki są zmuszone korzystać z outsourcingu, aby zaspokajać bieżące zapotrzebowanie pacjentów w całym kraju.

Czy Voxel może zostać przejęty?

Co może osiągnąć taki duży gracz przejmując sieć, jaką dysponuje Voxel? Otóż chodzi o komplementarność, czyli połączenie w jednym podmiocie konsultacji lekarskich i diagnostyki obrazowej. Do tego dochodzą efekty skali. W zakresie przejęcia wysoko rentownych projektów takich jak cyklotron (produkuje FDG i w przyszłości inne radioznaczniki znaczniki), PET-y i Gamma Knife zwiększa poziom dywersyfikacji przychodów.

Dla każdego gracza, który chce na dużą skale wejść w działalność w diagnostyce obrazowej dużą barierą są lokalizacje. Najlepsze z nich są w szpitalach wojewódzkich i centrach onkologii. A te placówki w naszym kraju są już rozdysponowane poprzez obecnie działające tam firmy m.in. jest w nich Voxel. To jest ukryta, niepieniężna wartość, która powinna być brana pod uwagę przy wycenie.

Przejęcie Voxela to na razie tylko spekulacja

Rynek spekuluje od wielu kwartałów nad potencjalnym przejęciem Voxela przez dużego gracza. Od czego będzie zależeć cena? Raczej niewielkim odniesieniem byłaby obecna cena akcji czy dotychczasowe, roczne wyniki finansowe na poziomie netto. Podpisanie umów z NFZ na nowe PET-y, Gamma Knife oraz uzyskanie kontraktów na sprzedaż znaczników FDG będzie uwieńczeniem założeń budowania grupy Voxel. Według wcześniejszych prognoz EBITDA „kompletnego” Voxela może wynosić 30-40 mln zł. Dla przykładu Bupa przejął Lux Med przy wskaźniku EBITDA razy 14. Wyceny w branży medycznej osiągały w 2012 r. na rynkach międzynarodowych w okolicach 11-12x EBITDA. W zeszłym roku fundusz PENTA przejął większościowy pakiet Grupy EMC przy wskaźniku ponad 18x EV/EBITDA. Z kolei Enel-Med zapowiadał sprzedaż segmentu diagnostycznego.

Naturalnie zarząd Voxela pytany o kwestię potencjalnych rozmów na temat sprzedaży Voxela nabiera wody w usta – czyli nic nie komentuje. I wcale nie można się temu dziwić. Pytanie brzmi, kiedy mogłoby dojść do transakcji i po jakiej cenie. Każda odpowiedź to jednak obecnie jedynie spekulacja.

Źródło: www.sii.org.pl

Orlen sprzedał spółki medyczne, nie wyklucza dalszych dezinwestycji

PKN Orlen sfinalizował sprzedaż swoich spółek medycznych grupie PZU. Nie wyklucza dalszych dezinwestycji w grupie - podał płocki koncern w komunikacie prasowym.

Łączna wartość transakcji, z uwzględnieniem wypłaconej przez Orlen Medica dywidendy, wyniosła prawie 47,8 mln zł. 

Do PZU trafiła firma Orlen Medica wraz z sanatorium uzdrowiskowym w Ciechocinku oraz spółka PROF-MED należąca do Anwilu. 

"Transakcja jest elementem realizacji strategii PKN Orlen zakładającej pełną koncentrację na działalności podstawowej i przeznaczanie uwolnionego kapitału na rozwój koncernu w najbardziej perspektywicznych obszarach - wydobycia i energetyki" - napisano w raporcie. 

"Proces przeglądu aktywów koncernu jest kontynuowany i nie wyklucza się dalszych dezinwestycji, które pozwoliłyby na dalszą optymalizację struktury grupy Orlen" - podała spółka. (PAP)

poniedziałek, 19 maja 2014

Firmy farmaceutyczne uzależnione od reform systemu ochrony zdrowia



Branża farmaceutyczna, biotechnologiczna i technologii medycznych po latach kryzysu może ponownie cieszyć się okresem ożywienia. Starzejące się społeczeństwo, rosnące wydatki na opiekę zdrowotną, a także rozwój rynków wschodzących sprzyjają wzrostowi przychodów w tym sektorze.

Jednocześnie, jak wskazują autorzy raportu firmy doradczej Deloitte „2014 Global life sciences outlook. Resilience and reinvention in a changing marketplace”, sektor life sciences aby sprostać konkurencji musi stawać się coraz bardziej innowacyjny i dostosować się do wprowadzanych w wielu krajach reform ochrony zdrowia. W Polsce, po ponad dwóch latach obowiązywania nowej ustawy refundacyjnej, firmy farmaceutyczne zmagają się przede wszystkim z presją dotyczącą obniżania cen swoich produktów.

Od lat branża farmaceutyczna uznawana jest za jedną z bardziej dochodowych, ale też wyjątkowo konkurencyjnych. W 2012 roku jej przychody na całym świecie wyniosły 959 mld dolarów (wzrost o 2,4 proc. rok do roku), a wiodącym motorem tego wzrostu była sprzedaż leków onkologicznych. Dla porównania w tym samym czasie przychody branży biotechnologicznej wyniosły 232,5 mld dolarów (wzrost o 9,6 proc.), a technologii medycznej 349 mld dolarów (wzrost o 2,6 proc.).

„Rozwój tego sektora napędza starzejące się społeczeństwo, rosnąca częstotliwość występowania chorób przewlekłych, a także przewidywany wzrost funduszy rządowych dedykowanych opiece zdrowotnej. Do roku 2017 szacowany wzrost wydatków rządowych wyniesie ok 5,3 proc. rocznie w skali globalnej. Duże możliwości wzrostu przychodów firm z sektora life sciences niesie za sobą szczególnie działalność na rynkach wschodzących, gdzie dynamika wzrostu gospodarczego dopiero się rozkręca” – tłumaczy Łukasz Sławatyniec, Managing Associate, Lider Zespołu Ochrony Zdrowia i Prawa Farmaceutycznego w Deloitte Legal.

Silny wzrost przychodów przewidywany jest w Chinach i Indiach, gdzie do 2016 roku sprzedaż farmaceutyków ma wzrosnąć ponad dwukrotnie. Równie dynamiczny rozwój spodziewany jest w Rosji i Brazylii.

Eksperci Deloitte przewidują, że Europa Zachodnia nadal będzie starała się ograniczać wydatki na opiekę zdrowotną, choć w praktyce może się to okazać trudne w realizacji, biorąc pod uwagę coraz poważniejszy problem starzejącego się społeczeństwa. Odsetek Europejczyków w wieku 65 lat i starszych wzrośnie z 16 proc. w roku 2000 do 24 proc. w 2030 roku.

W Polsce problem dostępności i cen leków pojawia się cyklicznie od wielu lat. Według danych przedstawianych przez Ministerstwo Zdrowia RP wydatki NFZ na refundację leków w pierwszym roku obowiązywania znowelizowanej ustawy refundacyjnej zmniejszyły się z 8,8 mld zł do 6,8 mld zł. Z drugiej strony, od wejścia w życie nowych przepisów w styczniu 2012 roku, ponad 900 leków zostało objętych systemem refundacji, w tym 39 z nich po raz pierwszy. „Obecny polski system refundacji zakłada wysoki poziom współpłacenia za leki przez pacjenta w przypadku leków, których cena przekracza ustalony poziom finansowany przez NFZ. W związku z tym, niektórzy z największych graczy na tym rynku muszą za każdym razem rozważać czy cena możliwa do zaoferowania w Polsce jest akceptowalna z globalnego punktu widzenia. Niemniej jednak, mimo gorszych wyników w pierwszym okresie obowiązywania ustawy refundacyjnej, wielkie firmy farmaceutyczne nadal przejawiają zainteresowanie inwestycjami na dużym polskim rynku i liczą na wzrost przychodów w przyszłości” – mówi Łukasz Sławatyniec.

Niskie ceny leków w Polsce skutkują intensyfikacją eksportu równoległego, który przekłada się na deficyt wybranych leków na polskim rynku.. Rząd obecnie pracuje nad projektem ustawy, która ma zapewnić skuteczny nadzór nad wywozem leków umieszczonych na tzw. czarnej liście. Bez takich zmian eksport równoległy będzie prawdopodobnie w najbliższej przyszłości wciąż wzrastał. Z drugiej jednak strony leki bez recepty (OTC) oraz suplementy są masowo kupowane przez Polaków i to pomimo ich stosunkowo wysokich cen. Należy się więc spodziewać, że ten rynek także będzie rósł w najbliższych latach.

Z raportu Deloitte wynika, że w tym roku sektor farmaceutyczny, biotechnologiczny oraz technologii medycznej będzie musiał zmierzyć się z czterema głównymi globalnymi trendami:

-    podejmowane w wielu krajach reformy systemu ochrony zdrowia,
-    potrzeba innowacyjności,
-  konieczność przestrzegania zaostrzających się regulacji i przepisów,
-    proces konsolidacji i globalizacji światowych rynków.

Reformy ochrony zdrowia przeprowadzono w ostatnich latach m.in. w USA, Chinach, Brazylii, Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Firmy farmaceutyczne i biotechnologiczne zdają sobie sprawę, że zmiany wynikające z reformy systemu opieki zdrowotnej są niezmiernie ważne, ale jak wskazują autorzy raportu niektórzy nie wiedzą jak na nie reagować. Te organizacje, które są w stanie je zrozumieć i dostosować się do nowych wyzwań, mogą w najbliższych latach stać się liderami. Jak wynika z badania przeprowadzonego w 2013 roku przez Deloitte 58 proc. firm w ciągu najbliższych trzech lat pod wpływem reform służby zdrowia ma zamiar zmienić swój model sprzedaży.[1]

Branża farmaceutyczna zmaga się także z koniecznością ciągłej innowacyjności i inwestycji w badania i rozwój. To skłania ją do większej aktywności na rynku M&A, szczególnie wśród podmiotów, które mogą pochwalić się jakimiś innowacyjnymi rozwiązaniami. Ten trend jest widoczny również na rynku polskim, gdzie coraz więcej firm ubiega się o środki z funduszy na innowacyjne rozwiązania .

Rokrocznie rośnie sprzedaż leków generycznych, czyli zamienników leków innowacyjnych. Dziesięć lat temu stanowiły one jedynie 5,9 proc. globalnej sprzedaży leków na receptę, w 2018 roku będzie to już 10,3 proc. W 2012 roku w wyniku wygaśnięcia ochrony patentowej branża farmaceutyczna straciła 38 mld dolarów. W Polsce udział w sprzedaży leków generycznych sięga prawie 60 proc. i jest to jeden z najwyższych wskaźników w Unii Europejskiej. Większość z nich produkują polskie firmy, niektóre z nich wprowadzają do obrotu tylko kilka leków i opierają swoją działalność przede wszystkim na konkurencji cenowej.

Zgodność z przepisami ma dla sektora farmaceutycznego i biotechnologicznego zasadnicze znaczenie, w szczególności na rynkach wschodzących, takich jak Azja Południowo-Wschodnia, Indie, Chiny czy Ameryka Łacińska. Ich nieprzestrzeganie może być kosztowne i narazić firmę nie tylko na straty finansowe, ale również utratę reputacji i sankcje karne.

„Duże firmy farmaceutyczne inwestują i rozszerzają swoją działalność na rynkach wschodzących w celu wyrównania strat ponoszonych na skutek wygaszania patentów i wolniejszego wzrostu wydatków w krajach rozwiniętych. Według naszych prognoz ich udział w globalnej sprzedaży leków spadnie w 2016 roku do 57 proc. Jeszcze trzy lata temu było to 66 proc. Jednocześnie udział rynków wschodzących w tej sprzedaży wzrośnie w ciągu następnych pięciu lat od 10 do nawet 30 proc.” – podsumowuje ekspert.

[1] Trudności w dostępie do opieki medycznej i rosnące koszty problemem służby zdrowia na świecie, raport Deloitte „2014 Global health care outlook: Shared challenges, shared opportunities”, luty 2014 r.

Deloitte

Po co się leczyć? Lepiej chorować w kraju

Rada Ministrów przyjęła pod koniec marca projekt ustawy zmieniającej ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Proponowane zmiany mają na celu wdrożenie postanowień obowiązującej od 25 października 2013 r. we wszystkich państwach członkowskich UE dyrektywy z 9 marca 2011 r. w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej.

W założeniu dyrektywa ma ułatwić dostęp do świadczeń medycznych na terenie całej Unii Europejskiej. Jednak według napływających z Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia informacji – w Polsce; jej głównym przesłaniem będzie maksymalne utrudnienie i ograniczenie dostępu polskich pacjentów do wynikających z niej dla obywateli Unii Europejskiej praw. W efekcie przyjęcia proponowanych zapisów po raz kolejny możemy mieć do czynienia z odnotowaniem przez Narodowy Fundusz Zdrowia zysku netto, w miejsce wydatkowania przez ten podmiot środków na leczenie.


To jednak nie powinno już nikogo dziwić. Wszak Najwyższa Izba Kontroli w ostatnim raporcie związanym z działaniami NFZ stwierdziła wprost, że kontraktowanie usług w lecznictwie szpitalnym i specjalistycznym jest mało przejrzyste, a procedury stosowane przez NFZ, nie zawsze zapewniają wybór najlepszych świadczeniodawców, którzy gwarantowaliby pacjentom odpowiednią jakość i dostępność usług. Tym samym Fundusz nie zawsze w najlepszy sposób gospodaruje publicznymi pieniędzmi, pochodzącymi ze składek zdrowotnych obywateli.


Celem dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2011/24/UE z dnia 9 marca 2011 roku w sprawie stosowania praw pacjentów w transgranicznej opiece zdrowotnej (dalej: dyrektywa) jest ustanowienie zasad ułatwiających dostęp pacjentów do bezpiecznej transgranicznej opieki zdrowotnej bez względu na państwo członkowskie, które jest właściwe do zagwarantowania ubezpieczonemu świadczeń opieki zdrowotnej, i zapewnienie mobilności pacjentów zgodnie z zasadami ustalonymi przez Trybunał Sprawiedliwości.


– Chodzi o ustanowienie takich ram prawnych, które jednoznacznie określą możliwości korzystania np. obywateli Polski ze świadczeń opieki zdrowotnej w pozostałych krajach Unii Europejskiej – podkreśla radca prawny Justyna Prus ze śląskiej kancelarii KNTM sp.p. w Katowiach. – Rzecz jeszcze ważniejsza to zapewnienie możliwości zwrotu kosztów tych świadczeń oraz promowanie współpracy w zakresie opieki zdrowotnej między państwami członkowskimi, z pełnym poszanowaniem kompetencji państw członkowskich w zakresie organizacji i świadczenia opieki zdrowotnej – dodaje pani mecenas.


Dwa pierwsze z wyżej wymienionych celów dotyczą bezpośrednio pacjentów, mają, więc z tego powodu szczególne znaczenie.


Diabeł tkwi w szczegółach

Odpowiedni projekt ustawy zmieniającej ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych pod kątem wdrożenia postanowień obowiązującej od 25 października 2013 roku we wszystkich państwach członkowskich UE dyrektywy został przyjęty przez Radę Ministrów.

Oceniając projekt ustawy zmieniającej z punktu widzenia jego zgodności z dyrektywą wskazać należy, że co do zasady przenosi on na grunt prawa polskiego zasadnicze założenia dyrektywy. – Przyznajmy jednak od razu, że polski ustawodawca w pełni skorzystał z możliwości obwarowania prawa do korzystania przez pacjenta ze świadczeń opieki zdrowotnej poza granicami Polski. Obwarowania te z uwagi na ich ilość oraz brak przejrzystości w sposób znaczący mogą ograniczyć dostęp pacjentów do transgranicznej opieki zdrowotnej – podkreśla Justyna Prus.


W przypadku procedury zwrotu kosztów poniesionych przez pacjenta tytułem korzystania z transgranicznej opieki zdrowotnej – warto zauważyć, że obowiązkowe będzie posiadanie przez pacjenta skierowania do danego zabiegu czy też konsultacji medycznej, wydanego czy to przez polskiego lekarza, czy lekarza posiadającego stosowne uprawnienia przyjmującego w innym państwie członkowskim.


Dalej, niezbędne jest posiadanie rachunku obrazującego poniesione koszty opieki zdrowotnej (spełniającego wymagania ustawowe!) wraz z dokumentem, z którego wynikać będzie, że bezsprzecznie zostały one przez pacjenta poniesione. – Ale od razu pojawia się nam element zniechęcający naszych rodaków. Otóż wspomniane dokumenty muszą zostać przedstawione w uwierzytelnionym tłumaczeniu na język polski, co naraża pacjenta na dalsze, wcale nie tak małe koszty – zaznacza mecenas Justyna Prus. Nie bez znaczenia jest także wymóg wypełnienia wniosku o zwrot poniesionych kosztów, w sytuacji obligatoryjnego uzyskania zgody na leczenie transgraniczne – uzupełnionego w oznaczonym zakresie przez lekarza ubezpieczenia zdrowotnego posiadającego specjalizację II stopnia lub tytuł specjalisty w dziedzinie medycyny właściwej ze względu na zakres wnioskowanego leczenia lub badań diagnostycznych. – Trudno nie zauważyć, że mamy do czynienia z daleko posuniętym formalizmem – zauważa J. Prus.

Co równie istotne – ustawodawca ograniczył możliwość wystąpienia z wnioskiem o zwrot kosztów do sześciu miesięcy liczonych od dnia wystawienia rachunku za świadczenie opieki zdrowotnej, którego dotyczy ten wniosek.


Jak więc będzie ze zwrotem za leczenie za granicą?

Przechodząc do kwestii zwrotu kosztów poniesionych przez pacjenta korzystającego z transgranicznej opieki zdrowotnej, podkreślenia wymaga wprowadzenie przez ustawodawcę kwoty limitu środków na wypłaty dla pacjentów, która już w chwili obecnej ustalona została na kilka lat z góry (do roku 2023). Żeby nie było żadnych wątpliwości w razie wyczerpania tak określonej kwoty – nastąpi wstrzymanie wypłat do następnego roku budżetowego z zawieszeniem prawa do odsetek.

- Regulacja taka budzi zasadne wątpliwości, co do jej zgodności z dyrektywą, w szczególności celem jej wprowadzenia i moim zdaniem możemy się spodziewać wyroków nakazujących zapłatę pomimo wprowadzonych ustawowych ograniczeń – uważa mecenas Prus.  - Trudno nie zauważyć, że takie rozwiązanie jest skutkiem obaw ustawodawcy, że niewydolny polski system opieki zdrowotnej nie jest w stanie udźwignąć kosztów leczenie polskim pacjentów poza granicami kraju z pominięciem wielomiesięcznych kolejek oczekujących na zabieg czy wizytę u specjalisty dodaje pani mecenas.

W konsekwencji proponowanych rozwiązań mamy do czynienia z rozwiązaniami, które zajmują się kwestiami nieprawidłowego finansowania służby zdrowia w sposób krótkowzroczny z pominięciem dobra pacjentów. Pacjenci w pierwszej kolejności będą zobligowani są do poniesienia kosztów opieki zdrowotnej poza granicami Polski z własnych środków, a następnie do oczekiwania na stosowny zwrot kosztów.

Odnosząc się do postanowień projektu ustawy zmieniającej w zakresie powołania krajowego punktu kontaktowego w centrali NFZ, współpracującego z Komisją Europejską i z podobnymi placówkami w innych państwach UE – za Rzecznikiem Praw Pacjenta – warto zauważyć zbyt wąski zakres obowiązku informacyjnego, który ma być przez ten punkt świadczony pacjentom. W szczególności tyczy się to braku informacji o prawach pacjentów oraz procedurach ochrony praw pacjentów w sytuacji nieprawidłowego udzielenia świadczenia opieki zdrowotnej, w tym możliwości dochodzenia roszczeń w przypadku szkody powstałej w związku ze świadczeniem transgranicznej opieki zdrowotnej.

- Powyższe okoliczności mogą wpłynąć na niechęć pacjentów do korzystania z transgranicznej opieki zdrowotnej, co równoznaczne będzie z przyjęciem na grunt polski przepisów dyrektywy w sposób niweczący jej cel. Stanie się to ze szkodą dla pacjentów, którzy pozbawieni zostaną możliwości skorzystania z szybszej, i stojącej być może na wyższym poziomie opieki zdrowotnej na terenie Unii Europejskiej stwierdziła J. Prus z kancelarii KNTM.


Trudna droga do zdrowia, czyli jak jest dziś

Dotychczas można było odnieść wrażenie, że jedyna osobą, która faktycznie interesuje przestrzeganie praw pacjenta jest profesor Irena Lipowicz, Rzecznik Praw Obywatelskich. Już pod koniec 2013 roku w licznych wywiadach prasowych zdecydowanie podkreślała, że dopóki ta dyrektywa nie została w Polsce implementowana, to ona obowiązuje wprost. To zaś oznacza, że każdy może korzystać z leczenia za granicą, mimo, że nie ma ustawy i rozporządzeń do niej.

Tymczasem wiceminister zdrowia i opieki społecznej Sławomir Neumann stara się w ogóle dyskredytować sens leczenia poza granicami kraju. Mówiąc wprost, że rząd będzie zniechęcać i obrzydzać pacjentom wizyty w zagranicznych placówkach zdrowotnych. To nie jest ignorancja. To przemyślana taktyka. Po pierwsze, dlatego, że minister doskonale zdaje sobie sprawę, że wielu spośród tych, którym każe się czekać na rutynowy zabieg usunięcia zaćmy od 3 do 6 lat nie dożyje do wyznaczonego terminu. Więc budżet zaoszczędzi na ich leczeniu – po drugie, że spora część rodaków odpuści sobie starania o refundacje i zapłaci za zabiegi z własnej kieszeni. Jakby na to nie patrzyć utrzymywany przez nas Narodowy Fundusz Zdrowia znów zaoszczędzi.


Kto ma zatem rację? Rzecznik Praw Obywatelskich, który broni naszych praw, czy urzędnik chroniący kasy NFZ?

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości poszerza prawa pacjentów, czyli każdego z nas w tym sensie, że jeżeli ubezpieczony chce dobrowolnie celowo wyjechać do innego państwa w celu otrzymania opieki zdrowotnej, ma do tego z punktu widzenia swobodnego przepływu usług - prawo również bez uprzedniej zgody NFZ lub innej krajowej ubezpieczalni zdrowotnej. Za zabieg i świadczenie takie przysługuje mu refundacja w kwocie refundacji obowiązującej w kraju opłacania składki zdrowotnej. Tutaj nikt już nie ma wątpliwości, że dotyczy to wszystkich zabiegów, jaki za granicą poddali się polscy pacjenci od dnia 25.10.2013 roku. Oczywiście pod warunkiem, że są refundowane w kraju płatnika i że były to zabiegi lub świadczenia o charakterze ambulatoryjnym, jednodniowym.

Zgodnie z dyrektywą 2011/24/UE; art. 8 ust. 2 uprawnia państwa członkowskie do wymagania od pacjentów, aby uzyskali zgodę na leczenie, zwłaszcza takie, które obejmuje pobyt w szpitalu przez noc lub użycie wysoce specjalistycznej i kosztownej infrastruktury medycznej. Państwo członkowskie może też wymagać od pacjentów uzyskania zgody na leczenie szczególnie ryzykowne dla pacjenta lub ogółu społeczeństwa lub gdy istnieją poważne i konkretne wątpliwości, co, do jakości i bezpieczeństwa opieki zdrowotnej oferowanej przez podmiot świadczący opiekę zdrowotną.

Komisarza Tonia Borga w imieniu Komisji Europejskiej w interpretacji na zapytanie Adama Bielana, posła do Parlamentu Europejskiego napisała zdecydowanie i wyraźnie: Opieka zdrowotna nienależąca do powyższych kategorii nie może podlegać obowiązkowi uzyskania uprzedniej zgody.


Pierwsze sprawy już w sądach

Odnosząc się pokrótce do obecnego stanu prawnego – wskazać należy, że dyrektywa z uwagi na bezpośredniość jej postanowień, które możliwe są do stosowania wprost wskazana została, jako podstawa do żądania zwrotu kosztów poniesionych przez grupę kilku pacjentów z Polski, którzy poddani zostali zabiegowy usunięcia zaćmy w jednej z czeskich klinik okulistycznych. Z uwagi na miejsce zamieszkania poszczególnych pacjentów – po zgłoszeniu stosownych roszczeń bezpośrednio we właściwych wojewódzkich Oddziałach NFZ i uzyskaniu odmowy zwrotu kosztów poniesionych, działająca w imieniu pacjentów Kancelaria KNTM sp.p. w Katowicach wystąpiła na drogę postępowania sądowego, wnosząc o wydanie nakazów zapłaty w postępowaniu upominawczym.

Stosowny nakaz zobowiązujący Małopolski Oddział NFZ do zwrotu kosztów zabiegu wraz z odsetkami ustawowymi oraz kosztami postępowania wydany został przez Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie. Chodzi o przypadek Józefa Berezy z Krzeszowic pod Krakowem. Chodzi o 2930 zł za usunięcie zaćmy w klinice NeoVize w Czeskim Cieszynie oraz odsetki liczone od 13 grudnia 2013 r., dnia wykonania zabiegu. Sąd nakazał też zapłacenie 654 zł kosztów postępowania.

Od nakazu tego w przepisanym terminie Małopolski Oddział NFZ wniósł sprzeciw, co skutkuje skierowaniem sprawy do rozpoznania w postępowaniu zwykłym, w którym dojdzie do przeprowadzenia całościowego postępowania dowodowego. Sąd Rejonowy Katowice-Wschód w Katowicach z pominięciem możliwości wydania nakazu zapłaty skierował sprawę do rozpoznania w postępowaniu zwykłym, wyznaczając terminy rozpraw na wrzesień br.

- Co istotne, Kancelaria KNTM w Katowicach działając w imieniu pacjentów już w lutym tego roku przesłała do Komisji Europejskiej skargę na nieprzestrzegania przez Rzeczpospolita Polską prawa wspólnotowego, a to z uwagi na niewdrożenie dyrektywy w przewidzianym terminie do dnia 25 października 2013 roku – podkreśla mecenas Justyna Prus.


Kancelaria KNTM sp.p.