środa, 4 grudnia 2013

Spór o Narodowy Instytut Raka

Szansą na pojawienie się dopracowanej strategii zwalczania chorób nowotworowych ma być powstanie Narodowego Instytutu Raka. Tu jednak koncepcję PTO różni od koncepcji Centrum Onkologii - Instytutu w Warszawie przekonanie, iż taki instytut powinien zajmować się nie leczeniem, lecz nadzorem, koordynacją, wytyczaniem kierunków badań naukowych: niezbędne jest powołanie instytucji ustalającej zasady i nadającej stopnie referencyjności.

- Jeżeli będzie to szpital, pojawia się konflikt interesów. W jaki sposób członek sieci, która będzie podmiotem wspomnianej referencyjności, może decydować komu jaką referencyjność nadać? Nie może być tak, że ta sama instytucja dyktuje warunki, a jednocześnie jest podmiotem tych warunków. Ponadto PTO proponuje, aby NIR nie zatrudniał pracowników, ale czerpał ze wszystkich zasobów intelektualnych w kraju. Tymczasem w założeniu w NIR mają pracować osoby z Centrum Onkologii, którym będzie pomagać rada koordynacyjna o niejasnych uprawnieniach i to raczej jako głos doradczy - dzielił się swoimi wątpliwościami prof. Jacek Jassem.

- Nie stać nas na budowanie NIR jako tworu wirtualnego - oponował prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków, pełnomocnik dyrektora ds. badań klinicznych Centrum Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

- Mamy składający się z trzech jednostek CO-I, największą placówkę onkologiczną w kraju, która ma odpowiednią bazę i może stanowić Narodowy Instytut Onkologii i Hematologii. Poza tym proponowany jest jednocześnie organ nadzorczy, certyfikujący jednostki, czyli Krajowa Rada ds. Onkologii i Hematologii. To są dwa niezależne twory - przekonywał. (Europejski Kongres Onkologiczny)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz