Szansą na pojawienie się dopracowanej strategii zwalczania chorób
nowotworowych ma być powstanie Narodowego Instytutu Raka. Tu jednak
koncepcję PTO różni od koncepcji Centrum Onkologii - Instytutu w
Warszawie przekonanie, iż taki instytut powinien zajmować się nie
leczeniem, lecz nadzorem, koordynacją, wytyczaniem kierunków badań
naukowych: niezbędne jest powołanie instytucji ustalającej zasady i
nadającej stopnie referencyjności.
- Jeżeli będzie to szpital,
pojawia się konflikt interesów. W jaki sposób członek sieci, która
będzie podmiotem wspomnianej referencyjności, może decydować komu jaką
referencyjność nadać? Nie może być tak, że ta sama instytucja dyktuje
warunki, a jednocześnie jest podmiotem tych warunków. Ponadto PTO
proponuje, aby NIR nie zatrudniał pracowników, ale czerpał ze wszystkich
zasobów intelektualnych w kraju. Tymczasem w założeniu w NIR mają
pracować osoby z Centrum Onkologii, którym będzie pomagać rada
koordynacyjna o niejasnych uprawnieniach i to raczej jako głos doradczy -
dzielił się swoimi wątpliwościami prof. Jacek Jassem.
- Nie stać
nas na budowanie NIR jako tworu wirtualnego - oponował prof. Piotr
Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i
Czerniaków, pełnomocnik dyrektora ds. badań klinicznych Centrum
Onkologii - Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.
-
Mamy składający się z trzech jednostek CO-I, największą placówkę
onkologiczną w kraju, która ma odpowiednią bazę i może stanowić Narodowy
Instytut Onkologii i Hematologii. Poza tym proponowany jest
jednocześnie organ nadzorczy, certyfikujący jednostki, czyli Krajowa
Rada ds. Onkologii i Hematologii. To są dwa niezależne twory -
przekonywał. (Europejski Kongres Onkologiczny)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz